Pamiętam jak dziś!
Miałam lat dwanaście i po etapie zakładania blogów ze
śmiesznymi czy słodkimi obrazkami – nie wiedziałam wtedy, co to są prawa
autorskie – zaczęłam wypisywać swoje pamiętniczki. W Internetach, bo te
papierowe się znudziły a i miło było dostać komcia (tak – komcia. Nie komentarz).
Blogowałam sobie, żyłam w jakiejś tam naszej małej społeczności, zawierałam
przyjaźnie – jedną mam do dziś! – pisałam opowiadanka, fan ficki a na owych
pamiętniczkach spowiadałam się z każdego aspektu mojego życia. No, prawie
każdego. Trwało to sobie trwało, ale nagle trach – koniec. Może nie do końca
trach. Blogi umierały sobie we mnie stopniowo. Przez długi okres nie pisałam
niczego, prócz wypracowań w szkole. A to dlaczego? Bo przestałam lubić się
uzewnętrzniać.
O, chwila. Brzmi bardzo wartościowo jak na tę chwilę. Żeby była jasność, pisanie traktuję i traktowałam zawsze – nawet,
gdy tego nie robiłam – jak pewien plan na życie. Przysięgam, pisanie to mój
jedyny talent. A to, że go zwyczajnie olewam i nie daję rozwinąć jest częścią
mojego leniwego charakteru. I tragicznie mi to przeszkadza, ale jak typowa
maruda, więcej mówię niż robię. Problem jest taki (bo już zdążyłam czterdzieści
razy zboczyć z toru), że jak mam pisać, skoro wychodzę z założenia, że innych
%$&*^ obchodzi, co robię, mówię i myślę?
No jak?
Nijak. Z tego względu, jak tylko dorwę jakiś temacik, na
który mam do powiedzenia coś ciekawego – biorę się do dzieła. A co!
I tym razem nie rzucę o ścianę po trzech notkach. Ani nie
zapomnę. Mam przecież postanowienie noworoczne.